35 Heartbreaks,  Baby Travel,  Couple Travel,  Family Travel,  Ideas for a weekend,  TBT,  Travel Guides,  Uncategorized

Bom dia Lisboa!

Do Lizbony udaliśmy się pierwszy raz w ramach jednego z weekendów z cyklu 35 heartbreaks (ja Cię kocham z Luksemburga, a Ty w Warszawie). Nie mogę powiedzieć, że od razu skradła nasze serca (np. ja już tak mam, że wolę Madryt od Barcelony, a Porto od Lizbony), ale na pewno zapisała się w naszej pamięci jako miasto, do którego zawsze chętnie wracamy. 

Z perspektywy wyjazdu we dwoje: Lizbona to ponad 20 stopni w styczniu i marcu, gubienie się w uliczkach Alfamy, pyszne jedzenie, liczne imprezy, sączenie wina wśród klimatycznych uliczek, zapach rozgrzanego marmuru, Jezus ze Świebodzina (dla kumatych), bolinho de bacalhau (przepyszne kulki z dorsza), pastel de nata (trochę jak nasze babeczki śmietankowe/budyniowe tylko we francuskim cieście) i potoki zielonego wina: vino verde! To nadmierne ilości tego ostatniego sprawiły, że Lizbonę postanowiliśmy zwiedzać w trybie Despacito (za pierwszym razem, zwłaszcza, że spotkaliśmy tu naszych znajomych – pozdrowienia dla Bogusi i Maćka!), wiedząc, że biorąc pod uwagę koszt takiego wypadu, zagościmy tu więcej niż raz (znacie tę sytuację, że gdzieś jest „tak tanio”, że po powrocie okazuje się, że wcale nie „aż tak”? Jakoś gdy jest „taniej” to automatycznie więcej się wydaje). 

Z perspektywy rodzica: To około 30 stopni (tym razem w maju), pyszne jedzenie, trochę mniej wina, ale za to więcej jedzenia. Dlaczego nie pamiętaliśmy, że w Lizbonie jest albo z górki, albo pod górkę?! A tak serio, w większość miejsc da się dotrzeć po mniej wymagających trasach, a na upartego (nasz przypadek) wszędzie. Do Lizbony wzięliśmy ze sobą wózek BabyZen Yoyo i był to strzał w 10. Okazał się idealny na lizbońskie warunki (wąskie i brukowane, nierówne chodniki). Doświadczonym rodzicom nie muszę mówić, jak zbawienny wpływ może mieć połączenie nierównego chodnika z wózkiem. Niestety wózek turystyczny na takim terenie ma też swoje wady (małe koła, mniejsza stabilność), ale jak dla mnie rekompensowały je jego zalety (wąski oraz nadzwyczaj lekki). Do tego podróżowanie z nim to sama przyjemność, czego nie mogę powiedzieć o (moim mężu ha-ha) naszym drugim, miejskim wózku.

Lech: Votum Separatum. Faktycznie wózek BabyZen jest wąski i w większości wypadków mieści się na chodniku, na którym przestrzeń między krawężnikiem a ścianą budynku ledwie pozwala przejść pieszo, ale nie podzielam tej pozytywnej opinii na temat tego, jaki to był strzał w dziesiątkę. BabyZen, jako wózek turystyczny, jest super, ale ma twarde, małe kółka oraz zerowe zawieszenie. Lekko nierówny chodnik rzeczywiście działa na młodego usypiająco, ale to gruzowisko, które Portugalczycy nazywają chodnikiem sprawia, że dzieckiem rzuca po wózku jak przy sztormie, a walczący z żywiołem w gorący wieczór ojciec jest zajechany jak koń po westernie już w połowie pierwszej premii górskiej. Na większych kamieniach małe kółka blokują się, a takie twarde hamowanie oczywiście budzi z trudem usypianego Pterodaktyla natychmiast. Także jeśli ktoś ma wózek z normalnymi kółkami i jakimkolwiek zawieszeniem, to moim zdaniem będzie mu z nim w Lizbonie lepiej, nawet jeśli kilka razy będzie musiał zjechać na ulicę, żeby ominąć zbyt wąski fragment chodnika.

Z takim podejściem (nie jestem cierpliwa, ale za to niezwykle uparta; Lech jest niezwykle cierpliwy, ale nie aż tak uparty, więc jego punkt widzenia jest lekko odmienny), zwiedzanie Lizbony nie musi się aż tak różnic od zwiedzania jej we dwoje. Wyjątkiem może być odwiedzenie klasycznej atrakcji – słynnego tramwaju 28 (dzikie tłumy i mało miejsca, tym bardziej na wózek i to jakikolwiek).

Warto zaznaczyć, że zgodnie z najnowszym portugalskim ustawodawstwem, rodzicom z dzieckiem (ale również kobietom w ciąży) przysługuje pierwszeństwo obsługi, wejścia, zajęcia miejsca, etc., pod karą grzywny. Rodziców, czy kobiety w ciąży może zaskoczyć fakt, że Portugalczycy będą szalenie uprzejmi i będą na to zwracać uwagę.

W Lizbonie byliśmy cztery razy, z czego dwa z Pterodaktylem. Trzy razy w rytmie despacito (jak na moje/nasze możliwości), a raz w „stylu Sandry”, czyli jak wydłużyć dobę zwiedzając (tu również przydają się duże ilości vino verde).

Dojazd:

Z Warszawy za każdym razem korzystaliśmy z linii TAP Portugal, których poziom można porównać do LOTu i innych linii sojuszu Star Alliance. Komfort lotu aż prosi się o osobny post, także o tym innym razem. Koszt biletów to około 280 EUR za dwie osoby (piątek po pracy – niedziela wieczorem).

Z Luksemburga korzystamy również z Ryanair oraz EasyJet. Koszt biletów to około 120 EUR za dwie osoby (piątek po pracy – niedziela wieczorem).

Zakwaterowanie:

Hoteli/Apartamentów w Europie, w zależności od charakteru wyjazdu, szukamy zazwyczaj przez Booking.com (zazwyczaj wyjazd we dwoje/troje) lub Airbnb.com (wyjazd ze znajomymi, zazwyczaj na dłużej, połączony ze wspólnym pichceniem i zapotrzebowaniem na kuchnie). Częściej korzystamy z Booking.com ze względu na dużą elastyczność w zmianie rezerwacji, oferty dnia oraz posiadaną przez nas zniżkę. Oczywiście da się znaleźć tanie zakwaterowanie, w atrakcyjnej lokalizacji. W naszym przypadku skupiamy się na dogodnej lokalizacji (lubimy złazić okolicę, ale również lubimy do niej łatwo dotrzeć z lotniska. Częściej wybieramy Ubera lub taksówki, ale lubimy mieć możliwość skorzystania z komunikacji miejskiej, zwłaszcza jeśli jedziemy na weekend z Pterodaktylem i nie chcemy ciągnąć ze sobą fotelika samochodowego), osobnej łazience (wiele proponowanych apartamentów, a nawet hoteli jest dostępnych z opcją wspólnej łazienki – jak to mawia Lech „jestem na to za stary i zbyt wygodnicki”) oraz najzwyczajniej w świecie lubimy się czasami rozpieścić, a Lizbona oferuje hotele 4 gwiazdkowe w cenie 1 gwiazdkowych w Londynie. Na Airbnb.com oraz na Booking.com jest dużo fantastycznych mieszkań z klimatem i wiele atrakcyjnych ofert – dla każdego coś dobrego.

W Lizbonie zatrzymaliśmy się:

TURIM Saldanha Hotel **** – 100 EUR za dwie noce z podatkami. Hotel z fajnym designem, komfortowymi łóżkami, 200 m od metra, w świetnej lokalizacji (spacerkiem do głównych atrakcji). W hotelu znajduje się bar z rozsądnymi cenami, który jest długo otwarty i można w nim zakończyć intensywny dzień. Wysokie oceny na Booking.com są w pełni zasłużone. Byliśmy w tym hotelu we dwoje.

Czar LISBON Hotel **** – 250 EUR za 3 noce z podatkami. 300 m od metra, w świetnej lokalizacji (j.w., choć spacer zaczyna się w mało atrakcyjnym wizualnie miejscu. Trzeba uważać na kieszonkowców). Fajny design i komfortowe łóżka. Nie było problemu z dostawką dla niemowlaka. Dobre śniadania, gdzie każdy znajdzie coś dla siebie (nawet ja – bez glutenu, bez laktozy, bez mleka krowiego, bez mięsa, bez jajek – a to spore wyzwanie). Wysokie oceny na Booking.com są w pełni zasłużone. Wybraliśmy ten hotel dwa razy i za każdym razem byliśmy zadowoleni.

Eurostars Lisboa Parque Hotel **** – 89 EUR za noc z podatkami. Hotel w świetnej lokalizacji, choć podejście pod sam hotel z torbami i wózkiem (z lotniska przemieszczaliśmy się metrem) jest dosyć problematyczne (wysokie krawężniki/nierówny chodnik). Wygodne łóżka i typowy hotelowy wystrój. Choć hotel spełnił nasze oczekiwania (dostaliśmy normalne łóżeczko dla dziecka – ale to również temat na osobny post), to za tę samą cenę wybrałabym jeden z opisanych powyżej hoteli.

Zwiedzanie:

Tras zwiedzania, pomysłów na „must see” oraz „top 10” jest w internecie pełno. Za pierwszym razem towarzyszył nam jak zawsze przewodnik Lonely Planet oraz spodobał nam się wpis https://duze-podroze.pl/co-zobaczyc-w-lizbonie/?bp.

Zrealizowaliśmy trasy 1 (Lizbona klasyczna) i 2 (Lizbona romantyczna), większość w jeden weekend. Trasa nr 3 (Belem), liczne muzea (np. Museu Nacional do Azulejo, Museu do Fado) oraz wiele innych miejsc godnych zobaczenia jeszcze przed nami (do niektórych miast wiemy, że będziemy wracali i tak też jest w przypadku Lizbony, dlatego lubimy sobie zostawić coś, z myślą o czym możemy powrócić).

Poniżej subiektywny przewodnik po zabytkach i knajpach w okolicy:

Zacznę od tego, że obie trasy zwiedzania podobały nam się i są godne polecenia. Zwiedzanie z Lechem ma to do siebie, że omija się większość kościołów oraz jak to lubi nazywać ”kamieni” (czyt. Tu kiedyś było/stało…). W związku z tym, zaplanowane w obu trasach przybytki sakralne, zwiedzaliśmy jedynie z zewnątrz.

Okolice hotelu Czar – Polecamy restauracje Bio Restaurante Vegetariano – krótkie menu, przystępne ceny oraz bardzo dobre wino! 

Okolice hotelu Eurostars/Turim – Restauracja My Mother’s Daughters to knajpa za którą tęsknie gdziekolwiek bym nie była. To nie tylko przepyszne i zaskakujące wegańskie jedzenie, wspaniała obsługa i super klimat, ale również piękna zastawa i dużo, dużo estetyki.

Z każdego z wybranych przez nas hoteli jest blisko do Parku Edwarda VII (położonego na wzgórzu), który można potraktować jako punkt startowy do spaceru po Lizbonie i kierując się luksusową Av. Da Liberdade, znaleźć się w turystycznym centrum Lizbony.

Chiado, Baixa & Elevador de Santa Justa – Chiado to dzielnica zakupowa, w której można znaleźć sklepy oferujące ręcznie robione produkty (podobno). Nie skupialiśmy się na nich przesadnie, a naszym celem był wjazd windą Elevador de Santa Justa na punkt widokowy na przepiękną panoramę Lizbony. Mimo, że mam lęk wysokości, ze względu na przestrzeń w windzie oraz na tarasie widokowym, czułam się komfortowo. Baixa to najbardziej charakterystyczna dzielnica Lizbony. Znajdziecie tu pomnik króla Józefa I, Łuk Triumfalny oraz  Praça do Comércio. Przy samym Praça do Comércio znajduje się Cafe Martinho de Arcada z 1782 roku, w której ku naszemu zaskoczeniu NIGDY nie ma tłumów. Serwują tu dobrą kawę, mają przesympatyczną obsługę (kelner, który za każdym razem proponuje mi wymianę espresso na gorące, ponieważ nie może przyjąć do wiadomości, że ja po prostu lubię  lekko ciepłą/zimną kawę) i podobno bardzo dobre Pastéis de nata (wg. Lecha. Pasteis de Belem jeszcze przed nami – wtedy będziemy mieli porównanie). Dużym i miłym zaskoczeniem, w tak turystycznym punkcie miasta, okazała się restauracja Ministerium, w której serwują ryby i owoce morza (choć obsługa w tym miejscu pozostawia wiele do życzenia – możliwe, że z uwagi na obłożenie). Miejscem w okolicy, do którego zawsze wracamy, jest restauracja Christiano Ronaldo – CR7 Corner Bar & Bistro Baixa. Podają tam min. lokalne rarytasy, ale w bardziej eleganckiej osłonie. Za Łukiem Triumfalnym znajduje się słynna Rua Augusta, czyli główny deptak, gdzie znajdziemy liczne restauracje, sklepy z rękodziełem, kawiarnie, jak również licznych ulicznych grajków oraz performerów. My zazwyczaj kierujemy się w stronę  Portuguesa do Pastel de Bacalhau (nie polecam sugerowanego przez nich wina – dla nas ulepek) na ciastko z dorsza oraz na lody do Amorino (sieciówka, która ma najlepszy sorbet czekoladowy na świecie oraz bezglutenowe wafelki!).

Mercado da Ribeira – czyli kulinarny makrokosmos. Każdy znajdzie tu coś dla siebie. Mamy słabość do wszelkiego rodzaju mercados i zazwyczaj „lunchowa przekąska” kończy się zakrapianym obżarstwem.

Bairro Alto – czyli centralna dzielnica Lizbony, położona na wzgórzu. Mieliśmy okazję poznać jej nocne i dzienne oblicze, ale skupiliśmy się głownie na wałęsaniu się po jej uliczkach i odwiedzaniu lokalnych barów/restauracji, których nazw nie pamiętamy (zazwyczaj kierujemy się klimatem/wystrojem restauracji, krótkim menu oraz dostępnością vino verde).

Tramwaj nr 28 & Alfama – gdy czekaliśmy w jednej z kolejek do tramwaju, naszą uwagę zwrócił przezabawny Tomas, który próbował namówić dwie niemrawe Niemki na przejażdżkę jego autorską trasą, obejmującą zwiedzanie „must see” Alfamy oraz zahaczającą o trasę słynnego tramwaju. Niemki nie były zainteresowane, ale kupił nas swoim poczuciem humoru i zdecydowaliśmy się na szaloną przejażdżkę „górskim” tuk-tukiem (bardzo polecamy Tomasa – jeśli chcielibyście przeżyć coś równie szalonego, z dużą dawką poczucia humoru – wspomaganego lokalnymi trunkami, to możecie znaleźć go na Instagramie). W szalonym tempie nie tylko zobaczyliśmy wszystko co chcieliśmy, ale również mieliśmy okazję spróbować napojów autorstwa kolegów Tomasa. Za tę samą cenę zobaczyliśmy tę część Lizbony oczami „lokalsa” oraz jak się okazało – podróż tuk-tukiem była dużo bardziej komfortowa niż słynny tramwaj. A wiemy to, ponieważ jestem uparta i już następnego dnia staliśmy w tej samej kolejce. Mimo ścisku i tłoku, było to ciekawe doświadczenie, zwłaszcza gdy tramwaj piął się wąskimi alejkami pomiędzy budynkami.

Alcântara, która jest zlokalizowana między Cais do Sodré a Belém, zachęciła nas najbardziej punktem w przewodniku – Enjoy drinks by the water at Docas de Santo Amaro. Nasz wybór padł na 5 Oceanos. Jedzenie było smaczne, ale chyba nie do końca warte swojej ceny. Trzeba przyznać, że miejsce było dość urokliwe, choć nam trafiła się rodzinna impreza kilka stolików dalej, która pogrzebała romantyczny klimat kolacji.

Komunikacja:

Z lotniska do hotelu można dogodnie dojechać metrem albo Uberem (Google Maps pokazuje aktualne ceny dla obu środków transportu). Sami korzystaliśmy z Ubera, ale z Pterodaktylem jechaliśmy metrem (nie chcieliśmy brać ze sobą fotelika samochodowego). Metro jest zaprojektowane tak, że można bez problemu poruszać się z wózkiem (windy), albo można znieść dziecko wraz z wózkiem po schodach (rozwiązanie dla niecierpliwych jak ja – Sandra) przy okazji budząc żywe zainteresowanie wszystkich wokół, karcących wzrokiem biednego Lecha, który taszczył dwie podręczne walizki. Gdyby tylko wiedzieli, że obie torby były dużo cięższe niż wózek z Pterodaktylem razem wziętym. Po Lizbonie poruszaliśmy się głównie piechotą (lubimy się zajechać). Jeśli gdzieś nam się śpieszyło lub jeśli nie mieliśmy ochoty na spacer to wybieraliśmy Ubera. Metro w Lizbonie jest w porządku, nam po prostu jakoś zawsze średnio było z nim po drodze.

Podsumowując, po Lizbonie proponujemy pobłądzić, przekąszając bolinho de bacalhau, pastel de nata i pijąc vino verde. W takim wydaniu chyba podobała nam się najbardziej, nawet z Pterodaktylem, który zawsze ma coś do powiedzenia względem naszych planów i od małego lubi je modyfikować.

A Wam co najbardziej podobało się w Lizbonie? Jesteśmy ciekawi, co byście polecili wiedząc, że ponownie się tam wybierzemy.

komentarze 2

  • Kasia

    Miło się czyta i od razu chce się zaplanować kolejny wyjazd:-)
    My Lizbonę odeszliśmy z podwójnym wózkiem z dwójką 1,5 rocznych dzieci i większość moich wspomnień to te wąskie chodniki, kocie łby i ze ciagle pod górę:-) Pozdrawiam:-)

    • Sandra

      Nie dziwię się! Jesteście przykładem na to, że z bliźniakami (i to małymi) można nawet na koniec świata, więc też bym wyszła z założenia, że co tam taka Lizbona 😉 Dzięki!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *