35 Heartbreaks,  Baby Stuff,  Baby Travel,  Couple Travel,  Expat Life,  Family Travel,  Ideas for a weekend,  Travel Guides,  Travel Stuff

Bon Voyage!

Gdybym nie została prawnikiem, to mogłabym zarabiać na życie podróżując. Ale, jak mówi Chris Rock – „Women can’t go back in lifestyle”, w związku z tym zarabiam, żeby podróżować. Albo jak mawia mój mąż, również cytując Chrisa Rocka – „You should be travelling and fu**ing, coming and going”. Jak możecie się domyśleć, związałam się z jego poczuciem humoru.
Wielokrotnie nosiłam/nosiliśmy się z zamiarem założenia bloga/konta na Instagramie/FB. Rozpoczęcie nowego rozdziału pt. Podróże z Velociraptorem (czyt. Stasiem), jest ku temu dobrym powodem. Ale nie tylko.
Przez wiele lat żyłam w przekonaniu, że boję się latać, choć… nigdy nigdzie nie latałam. Bliskim skutecznie udało się przelać na mnie swoje lęki. Kochałam podróże, ale tylko te w zasięgu samochodu/statku/innych naziemnych środków transportu. To mój mąż namówił mnie na mój pierwszy lot (Fuerteventura – nota bene opóźniony względu na usterkę w samolocie – dobry start!), sugerując, że skoro lubię jazdę na motorze, to na pewno polubię też latanie samolotem. Szybko tego pożałował, bo częściej byliśmy w podróży niż w domu. Uwielbiam latać.
Obiecałam wtedy sobie, że nie pozwolę nigdy więcej na to, żeby cudze lęki mnie ograniczały. A straszono mnie ciągle, w zależności od sytuacji życiowej.
Gdy dostałam pracę w Luksemburgu, a mąż został w Warszawie, większość wskazywała mi liczbę trudności (wielowymiarowych) związanych z moim wyjazdem. Ja widziałam okazje do podróżowania i spotykania się co weekend w innym miejscu (35 spotkań i rozstań – każde na innym lotnisku). Do dziś wspominamy ten rok jako trudny (bardzo za sobą tęskniliśmy), ale też niezmiernie ciekawy, szalony i fajny (trochę się działo!).
Gdy zaszłam w ciąże, wszyscy mówili mi, że „teraz to się skończy” (plus nieskończone pokłady komentarzy związanych z ciążą, jej prowadzeniem i podróżami – nagle wszyscy posiadają wiedzę medyczną z dziedziny ginekologii i to większą niż moje dwie ginekolog razem wzięte) i z niedowierzaniem patrzyli na rosnąca liczbę lotów/podróży, jakie zaliczyliśmy z Velociraptorem w brzuchu (3 kontynenty, 15 krajów i 38 lotów). Tu ogromną rolę odegrał blog @tasteaway i ich wpis pt. Nie straszcie mnie macierzyństwem oraz @whatannawears i jej sposób na macierzyństwo/ciążę w podróży. Uświadomiłam sobie, że moje podejście nie musi znaleźć poklasku starszego pokolenia (inne, nie znaczy złe), a ja będę nieszczęśliwa nie mogąc się realizować, nie tylko zawodowo ale przede wszystkim podróżniczo. Nieszczęśliwa nie potrafiłabym tyle z siebie dać ani mężowi, ani Velociraptorowi (tu mogłabym napisać dużo i jeszcze więcej, ale może innym razem).
Gdy urodziłam Stasia, ciagle słyszałam, że TERAZ to zobaczę (pominę komentarze dotyczące egoizmu, chorób, katastrof lotniczych, etc. – tu również polecam @tasteaway/ @whatannawears – to nie jest post sponsorowany!). Zdaliśmy sobie sprawę, że nikt nie traktował poważnie naszych szeroko zakrojonych planów podróżniczych, jakie usnuliśmy na okazję wspólnego urlopu rodzicielskiego. Do czasu aż Velociraptor zwiedził z nami 8 krajów, w tym zaliczył 6 lotów, w ciągu swoich pierwszych dwóch miesięcy (jeszcze przed urlopem rodzicielskim). Myśle, że nadal wielu powątpiewa w nasze plany i znajdą się też tacy, którzy ich nie pochwalają.
Dlatego pomyśleliśmy, że chętnie dołożymy swoją cegiełkę w wirtualnym świecie, do budowania społeczności podróżników-par/rodziców. Po swojemu. Relacjonując nasze podróże na bieżąco, ale również wracając do tych, które odbyliśmy we dwoje oraz ze mną w dwupaku. Raz low-costowo, a innym razem komfortowo. Raz w pośpiechu i dużym szaleństwie (post z cyklu jak zobaczyć prawie wszystko w Czarnogórze w dwa dni), a raz w rytmie Despacito. Raz daleko od domu, a raz rzut beretem. Gdziekolwiek byśmy się nie udali, to nie tylko chętnie podzielimy się tym z Wami, ale również chętnie zabierzemy ze sobą Wasze doświadczenia i rady, informacje o sprawdzonych miejscówkach, etc.
Dajcie się porwać we wspólną podróż! Bon Voyage!

komentarze 2

  • Frenzel

    Brawabrawabrawa!
    Gratulacje do zalozenia bloga…chetnie bede odwiedzac i nowe inspiracje od was czerpac.
    Musze dodac, ze sa ludzie i ludziska…zawsze bedzie ktos, kto powie „nie jedz…“, „bo wam sie chce…nie zwracacie uwage na dzieci“, „co beda dzieci z tego pamietac“, ale prawda w tym: nie podrozowac z dziecmi, tylko bo niic nie zrozumial, jest jakbysmy nie czytali bajek, bo nic nie zapamietaja“.

    Kiss from Swiss 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *